|
2010-04-19 20:00:00
 | Uroczystości żałobne w intencji Ofiar katastrofy pod Smoleńskiem |
Ostatni tydzień dla narodu polskiego był jednym z najbardziej długich jak i najbardziej tragicznych, pełnych zadumy, smutku i żalu dni. Otóż jak już wiemy w sobotę 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem rozbił się rządowy samolot Rzeczypospolitej Polskiej lecący na uroczystości do Katynia, w którym to znajdowały się osoby pełniące największe funkcje w kraju. Na pokładzie TU-154 znajdowało się 96 osób, w tym m.in. prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką Marią, Ryszard Kaczorowski będący ostatnim Prezydentem RP na uchodźstwie, Tadeusz Płoski, Ordynariusz Polowy Wojska Polskiego oraz wielu innych wybitnych i znanych ludzi.
Przez okres trwania żałoby narodowej w naszym kraju, parafia Matki
Boskiej Królowej Polski w Elblągu duchowo łączyła się w bólu z rodzinami, jak i modliła się w intencji Ofiar tragedii. Od soboty 10 kwietnia do niedzieli 18 kwietnia 2010 roku odprawiane były nabożeństwa o godzinie 15:00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, 17:30 Różaniec święty. Szczególną uroczystością w tym tygodniu żałoby była odprawiona Eucharystia w środę 14 kwietnia o godzinie 18:00. Na tej uroczystości zgromadziło się wiele parafian oraz gości. Nie zabrakło również przedstawicieli miasta: wiceprezydenta Elbląga, przedstawicieli z Urzędu Gminy, prezesa współdzielni mieszkaniowej Sielanka oraz wielu innych osób.
Procesyjnym wejściem rozpoczęła się Msza św., w której nie zabrakło wielu sztandarów ze szkół, miasta, urzędu gminy. Całej uroczystości przewodniczył proboszcz parafii MBKP w Elblągu o. Piotr Wiśniewski CSsR, który w wygłoszonej przez siebie homilii przytoczył słowa o. Józefa Augusta SJ:
Śmierć bliskich nam ludzi: członków rodziny, przyjaciół, boli, zwykle bardzo boli. Zostają zerwane mocne więzy, które podtrzymują życie, karmią je, dają radość, stają się źródłem energii, siły i odwagi. Gdy nasi bliscy są z nami, mamy dla kogo żyć, trudzić się, cierpieć. Kiedy umierają, pozostaje po nich pustka, życiowa ciemna dziura, a my nie wiemy, dla kogo mamy żyć. Trzeba nieraz wielu lat, by uporać się z ciemną życiową dziurą.
Ale boli nas także śmierć ludzi, z którymi wcześniej żyliśmy w skłóceniu i konflikcie. Ona boli inaczej. Nieraz boli nawet głębiej. Robi nam bowiem w sposób brutalny rachunek sumienia z naszego odnoszenia się do nich: demaskuje naszą małość, skąpstwo, brak szlachetności, wielkoduszności, współczucia, przebaczenia. Jeżeli przez całe lata wieszaliśmy na kimś psy, po jego śmierci, wszystkie one zaczynają na nas szczekać. To bolesne doświadczenie.
Ta śmierć, którą teraz przeżywamy, jest inna: zaskakująca, gwałtowna. Nikt się jej nie spodziewał. Przyszła jak złodziej, nieoczekiwana. Wdarła się bezceremonialnie na scenę życia społecznego i politycznego i brutalnie zmieniała cały misternie budowany przez lata układ sił. Dziś to już nie jest to samo PiS, PO czy SLD. Ona, śmierć, naznaczyła nowy termin wyborów prezydenckich nie konsultując się z nikim. Nie potrzebowała głosowania w sejmie, nie prosiła o podpis i zgodę nikogo.
"Rób co chcesz, ale pamiętaj o śmierci" - mawiali starożytni. To wielka mądrość, o której w ferworze walki, nawale pracy czy też w upojeniu zmysłowym, zapominamy. Chwilowe powodzenie, odrobina władzy, trochę pieniędzy pozbawia nas wręcz rozumu.
Zaczynamy lekceważyć podstawowe zasady, którymi rządzi się ludzkie życie: własne i bliźnich. Ta narodowa śmierć, przypomina nam, jako narodowi, że wszystko co robimy, prywatnie i publiczne, otwarcie i skrycie, szczerze i w zakłamaniu, ma swoje ściśle określone granice. Są to granice naszej śmierci. Nie można dobrze żyć, pracować, kochać bliźnich, odpoczywać, bawić się czy też modlić się, kiedy zapomni się o śmierci. A kiedy ludzie władzy zapominają o własnej śmierci, stają się tyranami, a ich rządy zatrute są jadem domniemanej nieśmiertelności - pychy.
Trzeba się modlić - mówili nie tylko biskupi i księża, ale także wielu polityków. Modlitwa pocieszy, osuszy łzy, złagodzi ból, uspokoi rozedrgane nerwy. Ona pomoże nie tylko przeżyć tę tragedię, ale wyciągnąć z niej wnioski. Trzeba się modlić za zmarłych, aby Dobry Ojciec, wszystkich, z prawicy i z lewicy, przyjął do swego domu. Trzeba się modlić za rodziny zmarłych o ukojenie w ich bólu, o ulgę w cierpieniu, aby udźwignęli krzyż, który narzuciło im życie. Trzeba się modlić za nas samych, którzy codziennie uczestniczymy w życiu politycznym, uprawiamy politykę czy też tylko interesujemy się nią i rozmawiamy o niej.
Niektórzy z naszych parafian mieli możliwość uczestniczenia w uroczystościach żałobnych poświęconych Ofiarom katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Mimo zmęczenia, ponieważ o godzinie 5:00 rano zorganizowany był wyjazd z Placu Słowiańskiego i stania przez wiele godzin w sektorze, odczuwało się tam się niesamowitą bliskość, jedność polskiego narodu i bardziej uświadamiał sobie człowiek to, że tej tragedii poległo wielu naprawdę wybitnych osób, którzy kształtowali Polską politykę, historię.
Życzę wszystkim aby ten czas tak tragicznych dni, nie był tak szybko zapomniany przez nas. Aby słowa wypowiedziane przez tak wielu polityków, duchownych abyśmy przestali się kłócić o rzeczy mało zbędne, a bardziej jednoczyć się jako naród zaowocowało w każdym z nas. Niech więc słowa ks. Jana Twardowskiego ?Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą(?)? oraz słowa Czesława Niemena ?Przyszedł już czas, najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie? zapamiętane były przez nas i owocowały w każdym dniu w naszych postawach jak i słowach.
autor:Michał Hofman
|
|